Przejdź do głównej zawartości

Książka w wielkiej polityce…

Prowincja, osnuta w ramy satyry, z elementami groteski zawiera wbrew temu, co można byłoby sądzić, głęboki przekaz. Autor może tak czasem podejść do własnego tworu. To zdrowe, jeśli się nam podoba, to co zmałpujemy, za pomocą pióra.  





Mi się tam spodobało 

Przyznam, że bawiłem się dobrze słowem, wspólnie z moimi bohaterami, przemieszczając się po ich mętnym świecie, tworzących kolejne salonowe rozgrywki. Jak w życiu, tak i w książce, prawda bywa okrutna.
Książka osnuta w dość ciekawą fabułę, z dużą ilością groteski, a niekiedy przebijającego się realizmu, stawia odważne tezy, w sprawach powszechnie znanych, choć dla oczu zakrytych. Prowincja osiągnęła wskazane dla siebie maksimum, wyczerpując całkowicie przekaz na drugiej części. 


Seria dwóch książek, bo na tyle starczyło mi siły, do brodzenia się w grotesce, traktuje chyba o sprawach tego świata na tyle dobitnie, że nie trzeba jej poprawiać ani zgłębiać. Jest zwierciadłem „dobrej zmiany”, określającym jej przyczynę, tak w podstawie, jak i w formie, stanowiąc o tym, co ludzie wiedzą.

I nie można się na ludzi gniewać, że mają pomysły i snują różne wizję. Uczciwością byłoby dzielić się z narodem wiedzą, uprzedzając o wszystkim, co się dzieje.
Fenomen zwycięstw Donalda Tuska polegał na tym, że ludzie zaufali mu w tym, że podzieli dobrze i sprawiedliwie środki z UE. Praktyka pokazała…

I ja rozumiem przeciwników „dobrej zmiany”, bo ja nie jestem jej zwolennikiem, ale mnie niczego nie odebrano, stąd nie walczę na ulicach.

Inną kwestią jest zachowanie prawa, ale to samo prawo, co trzeba przyznać, przez ostatnie 8 lat, jakoś się nie zachowywało. Prokuratura działała, powiedzmy to szczerze, jak sądy, drążąc rzeczy tego świata, tyle że niedostępne dla szarego obywatela. I ten szary obywatel powiedział, gdy miał okazję: Dość! I gdyby się panowie z Prokuratur i Sądów zachowywali wedle tego, na co teraz się powołują (cyt. Konstytucja III RP), to nikt na ulicę by nie wyszedł, a PiS nie miałby społecznej legitymacji do prowadzonych działań. A patrz, ma!
Moim celem jest rzetelna i obiektywna analiza. Ja się w wielu miejscach z PIS nie zgadzam, ale nie neguję tego, że wiele ich reform jest żądanych przez krajan i wręcz koniecznych. Kontekst historyczny mają ciężki, ale za to kurs pro-ludzki, zdrowy. Przynajmniej tak się zapowiadało. Jak będzie? Oby nie podobnie do innych cudownych działań "jaśnie oświeconych". 

I nawet, jeśli się z PIS zwycięży, to cóż to będzie za pyrrusowa gloria, te społeczeństwo pozostanie, niesmak w nim będzie żył i nigdy nie zaufa już klasie politycznej. 

Ludzi w Polsce zrobiono w jajo. Stąd godzą się na wiele, aby choć trochę przywrócić z tego, co miało być normalnością.




Książka o tym, co w trawie piszczy

Ludzie często uciekają od prawdy, tocząc swoje życie, w wolności i spokoju. Wolą nie przejmować się tym, co dzieje się dalej, gdzieś poza ich wyobrażeniem. Tak przyzwyczajeni, z dnia na dzień, żyjemy pośród kształtnych lampasów i współczesnych latyfundiów, w naszych domach, wzniesionych za dawnego ustrojstwa, które wobec obecnej linii doktryny partii jest uznane za zbrodnicze. 

Tak czy inaczej, żeby nie to ustrojstwo, ciepłych mieszkanek nie miałoby wielu zacnych Polaków.

Ostatnia książka z tej serii cała jest utytłana w seksie i komizmie, ale to jedna z odsłon tego, co się i tak wokół nas dzieje. Możemy zaprzeczać, że tak nie jest. I dobrze. Bo każdy chce mieć jakieś lepsze wyobrażenie o świecie, w którym żyje.  Dla mnie, mój książkowy Jarosław Kaczkoduk jest bohaterem, gdyż potrafił walczyć z niedościgłą i niewidoczną, ukrytą pod pozorem ogłady, haniebną dysfunkcją władzy, służącej interesom obcych, a nie narodowi. I za to w glorii, z nieco małym kęsem, postępuje ten człowek – zwykły właściciel wielce mądrego stworzenia, zwanego kotem. Jemu przeciwstawił się Wincenty Maria Dubieniecki, twórca i obrońca systemu. Po jego stylu życia wnosimy, że jest zacny, ale nie działa dla ogółu. Dba wyłącznie o własny interes i to w dosłownym znaczeniu słowa.





I po co zajmować się sprawami intymnymi, jak prostytucja czy przemysł farmaceutyczny, łapówki, kartele i globalizacja, niezdrowa żywność, inflacja, manko i krach, giełda, itd.? Nie warto, bo i tak nie mamy na to wpływu, a czasem korzystamy namiętnie z jakieś rzeczy, do której zwykłym trybem lepiej się nie przyznawać, bo może to uchodzić za coś nieodpowiedzialnego, a wręcz możliwie niemoralnego. I w dodatku obniża to naszą wartość życia. W gruncie spraw wiemy, że coś tam jest do dupy, nie działa jak trzeba, może nawet jest niesprawiedliwe. Nie mamy na to wpływu, nie chcemy wiedzieć, bo to rodziłoby konieczność zaangażowania się i niepotrzebne stresy. Racja!



Koniunktura pobudza

Koniunktura nakazuje nam działanie pośrednie, nieangażujące. Polityka kojarzy się z kilkoma osobami, a ludzie nie wierzą w zmianę, nawet gdy stwarza im lepsze rozwiązanie, tylko żyją w dalszym ciągu tym, co określa wielki mit „Solidarności”. 


Normalnie, ja to się w tym pogubiłem. Już nie wiem, kto jest czyim wrogiem, no i po co?

Wiadomym jest, że układ był. Nieuczciwość była, no i będzie. Dowodów jest masę. I nie chodzi o to, aby łapać ludzi na czymś, tylko wystarczy spojrzeć na to, co robi elita. Kogo zatrudniają na stanowiskach dane partie? Czy idzie coś z klucza fachowości, czy układu?, itd. 


Widać, że zmiana się dokonuje, dla danej grupy, nie kraju. Resztę podtrzymuje nadzieja, no i drobne przywileje. Czasem zorganizuje się jakieś "aresztowanko" i naród jest przekonany, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Przypomina mi to sytuację nawiązującą do tego, co lubowano w dawnej Europie, gdy dokonywano publicznych egzekucji na placach miejskich. Tłum się gromadził, no i karał sprawców własnych cierpień. Szkoda tylko, że prawdziwi winowajcy, nigdy nie byli sądzeni.
Jesteśmy marną człowieczą zbiorowością, dlatego tak kochamy, jak inni cierpią.
Świat idzie do przodu, a ludzie chcą żyć lepiej, zdani na samych siebie, wolni od trosk i posiadający odrobinę grosza. Tak powstaje ta piękna zależność, którą nazywamy społeczeństwem. W tym tworze powinno dla każdego znaleźć się przysłowiowe „ciastko”.

Prowincja ukazuje to, dlaczego tak jest. Może zabawnie i nieco po „góralsku”, jednak sprawiedliwie i w narodowym nurcie, mętnego klimatu… z domieszką europejskiej nutki, smakuje nieco polską pikanterią. 

Świat nie jest miejscem, w którym nic się nie dzieje. On żyje, zmienia się i powoduje, że w rozrywce i życiu nadrzędny jest cel, którego osiąganie daje władzę, pieniądze i przywileje. A te z kolei znowu władzę, zależności i inne takie tam powiązania…
A może być w miarę równo i normalnie? Tak, trzeba odrobiny woli, zasad i stosowania powszechnych przepisów dla wszystkich. Na to zgodziło się społeczeństwo w umowie społecznej. Brak tego sprawia, że pojawiają się wynaturzenia i zaczynają boleć.






Sukces „dobrej zmiany”

Nie ma akcji bez reakcji. Dziś dziwi się Prof. Rzepliński czy Prof. Staniszkis, że PiS tak działa. 


Ja się nie dziwię, bo sądy nie dały obywatelowi gwarancji sprawiedliwości, stąd obywatel chce je zniszczyć. A urzędnik nie był od załatwiania spraw ludzi, ale własnych. Konsekwencję tych działań jest reakcja w postaci „dobrej zmiany”. 

Czy właściwa, czy nie? Nie jest to istotne. Grunt, że zaistniała, ponieważ coś, co się pojawiło na polskiej scenie politycznej i zadziałało w naszym narodzie. Doprowadziło ludzi do poczucia, że ktoś za nich coś robi, mieli, załatwia, wyłącznie na własną korzyść. I to budzi lęk, zazdrość i niepokój. Dając programy typu 500+ czy 12/13 zł za godzinę pracy, obecny Rząd doprowadził do podziału dóbr z Polakami /niewielkiego, ale jednak/. Przy tym odebrał dawniej uprzywilejowanym.
I poparcie dla tego Rządu będzie rosło, dopóki ludzie, świadomi krzywdy, będą mogli widzieć sprawców cierpień, aresztowanych za przekręty… no i wraca ten obraz Europy i jej rynków, na których publicznie wieszano. To ciekawiło, bo uchodziło za ziemski rodzaj sprawiedliwości, będąc czymś w rodzaju rekompensaty, otrzymanej za niesprawiedliwość własnego losu…







Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…