Przejdź do głównej zawartości

Upadłe anioły

Postanowiłem zwrócić, zamierzony pierwotnie blask, który planowałem nadać temu, co mi bliskie. Czytelnik może docenić osobliwość tych form i ujęć, które w przekazie zostały mu przeznaczone. Książkę opatrzyłem rozlicznymi przypisami oraz komentarzem, czyli tym, co potrzebne w zrozumieniu tematu. Na końcu zamieściłem dodatek, stanowiący kilka artykułów tematycznych, którego przeczytanie umożliwi przybliżenie mojego sposobu myślenia. Zawarłem też wywiad, przeprowadzony ze mną. To jednak dla tych, którzy chcą poszerzać wiedzę, poszukując na łamach tej lektury motywacji jej autora. Książka powinna umożliwić odkrycie, czegoś zupełnie nowego i dotąd nieobecnego. To dla chętnych, a pozostali mogą skupić uwagę na samym tekście.
Upadłe anioły[1] przyciągają twórców od wieków. Erem i jego tajemnice zostały zakryte przed człowiekiem, a literatura stara się je poznać, o ile jej twórcy przekroczą granice. Z różnym skutkiem, odbywa się to na całym świecie, zazwyczaj nieobiektywnie manipulacyjne, z dużą dawką komercji. Ludzie przyjmują za prawdy widzenia jasnowidzów, fakt komunikacji z aniołami, ciesząc się możliwością ich oddziaływania poprzez karty lub modlitwę. Przyjmują to za dobrą monetę, gdyż cała oferta z tym związana pozwala na rekonstrukcję przytłumionego pragnienia wydostania się z objęć ciała. Szukamy dowodów, odkrywając tajemnice, ale trwamy w tym trywialnym i prostym świecie, z którego dochodzi bardzo dziwny przekaz. Jeśli ja, jako autor powiem coś zupełnie innego, to reakcja wobec negacji rzeczywistości może być odmienna. Jednostki będą broniły się przed taką wiedzą, która jest niewygodna, a wręcz nieporęczna. Lepiej założyć, że coś jest trwałe i niepodzielne, a świat w którym żyjemy pozwala nam bezgranicznie realizować się względem przeznaczenia. Wychodząc z odmiennym punktem widzenia, narażam się na „pokutny zew nienawiści”. Przyjmuję to, gdyż interesuje mnie prawda i poznanie. Wbrew wszystkiemu, lepiej jest równoważyć niż destrukcyjnie zapobiegać poznawaniu oraz odkrywaniu dzieł. Chasdai ben Abraham Crescas odrzucił filozoficzne dowody na istnienie Boga, uznając że pewność w tej dziedzinie opiera się wyłącznie na autorytecie Biblii. Odrzucił możliwość umysłowego poznania boskości. Założył, że człowiek może osiągnąć Boga przez miłość i poddanie[2].
Wiemy, że w świat i jego potęgi, ludzkość wierzyła od najdawniejszych czasów. Były to kolejno siły natury, zwierzęta i ludzie, a następnie istoty duchowe[3]. W każdej bajce, legendzie czy plotce jest ukryte ziarno prawdy. Nawet najmniej racjonalne historie, nie wzięły się znikąd, stanowiąc pozostałość po faktach, przez co nie możemy do nich sięgnąć, by zrozumieć mądrość, dostojność oraz kunszt dawnych czasów. Tradycja przypisuje Mojżeszowi stworzenie Pięcioksięgu oraz najważniejszych dwóch rzeczy związanych z prawem i obietnicą: Dekalog i Kodeks Przymierza. Późniejsza tradycja uznała te dzieła za natchnione. Powstawały w określonych warunkach, a działalność Mojżesza związana była z czerpaniem z wzorców egipskich. Dążył on do pewnej racjonalizacji, odbierając dawnym wierzeniom Izraela możliwość akceptowania innych bogów i sił natury. Wielu duchom wyróżniającym się siłą nadawano nazwę „il” lub „el”[4]. Następnie sprowadzono wielość form „el” do jednego Boga. W tym uwidacznia się proces, o którym wcześniej wspomniałem, a stanowi cechę religii, która podlega przemianie. W kontekście książki doszło do zatracenia pewnych pojęć związanych z aniołami, którzy też byli „el”.
Wracając do Mojżesza warto zastanowić się nad znaczeniem Dekalogu, który stanowi źródło moralności żydowskiej i chrześcijańskiej. Był to zbiór zasad prawnych, regulujący życie dawnych pasterzy i rolników, pomieszany dla ludu Izraela z czasów koczowniczych i osiadłych („dekalog etyczny” i „dekalog rytualny”)[5]. Dekalog jest podobny do różnych religii, które występowały w niedalekim sąsiedztwie prymitywnego ludu nomadów[6]. Sam Dekalog wspomina o niewolnikach, co przywołuje od razu wniosek, że nie mógł on pochodzić od Stwórcy. Skoro Bóg jest miłością – jak uważał Chasdai ben Abraham Crescas, to nie mógł On wprowadzić takiego systemu – to jest już mój wniosek, nawiązujący do stwierdzenia żydowskiego filozofa żyjącego w XIV wieku. Wyjaśnienie tego faktu oraz życia Mojżesza, okazały się być bardzo ważne w zrozumieniu prawdziwości przekazu, w mojej ocenie podporządkowanego ideologii kapłanów, którzy dokonali przemianowania początkowo utrwalonych praw, a na tym gruncie chrześcijaństwo wprowadziło feudalizm[7].
Książka nie stanowi kompilacji różnych religii, ani próby podjęcia się walki z mitami. Ta książka tworzy alternatywną rzeczywistość, opisując to, co było. Ja jestem realny, nie sztuczny. Nie należę do zwolenników cytowania uczonych judaizmu oraz bazowania na tym, co powiedzieli. W istocie poznania o tym, o czym piszę oraz dokonanej w obszarze książki zmiany jest to konieczne. Chciałbym, aby Czytelnik zrozumiał miejsca w których występują pewnego rodzaju nadużycia. Wiedza powinna być wolna od uogólnień oraz skomplikowanych deformacji – dosłownie uknutych na rzecz oddalenia prawdy. Rozwarstwienie i ta siląca się na bezgraniczną wiedzę pewność, gdy przytacza się zdanie jakiegoś uczonego, napawa mnie pewną radości, gdyż ukazuje beznamiętną głupotę tych osób, które w podstawowych kwestiach popełniają „grzech kłamstwa”, przykrywając rzeczywistość poszyciem. W ocenie wiarygodności danej osoby, posłużcie się kluczem, z którego będzie wynikała pewna prawidłowość – niewolnictwo w Dekalogu, to nie dzieło Stwórcy, a jeśli powiedzą że tak, to zrozumcie intencje. Wniosek jest oczywisty, a tłumaczenia i opowiadanie naukowych frazesów niekonieczne. Stwórca jest prosty: albo coś jest takie albo takie, nie istnieją pośrednie alternatywy. Wiarę uzupełnia się o kolejne objawienia, gdy wyczerpuje się pewien mit, który powinien niezależnie żyć, dając pożywkę i pewność temu, co głosi dana religia – objawienie w Fatimie, opętanie czy interpretacje rabinów w Talmudzie[8].  
Moja książka stanowi pewien szkielet. Nie byłem zobowiązany do wprowadzenia tylu przypisów, ale uczyniłem to, aby nie narazić się na argument o szerzeniu kłamstwa. Literatura nie musi tłumaczyć tego, o czym pisze autor powieści. Autor wymyśla rzeczywistość, rozgrywającą się w fabule, która niezwiązana z rzeczywistością nie opowiada prawd ostatecznych. Jeśli już jednak jesteśmy przy temacie Biblii, to idąc za radą mojego kolegi, włączam aparat krytyczny do tego tekstu, aby ułatwić jego zrozumienia. W ocenie roli pisarza[9], jestem bliski temu, co pisał Jan Parandowski, odnosząc się do tego iż „posługuje się swoim życiem jako surowcem literackim, ponieważ twory jego wyobraźni, składają się z kształtów, barw, świateł i cieni, które odbierają jego zmysły i które jego mózg układa w zespół zjawisk nazywany światem[10]”. Parandowski wskazywał na inną jeszcze sprawę, a mianowicie to że „Czytelnik ma niepohamowaną ochotę przypisywać mu poglądy jego bohaterów, a krytyka zbyt rzadko postępuje inaczej. Zwłaszcza jeśli zalęgnie się podejrzenie, że któraś z postaci jest jego osobistym rzecznikiem[11]”.
Ludzie wierzyli w greckich bogów, doznawali objawień, doświadczali mądrości nad Nilem. Wszystkie próby powodowane były przez istoty, które starały się sprowadzić człowieka na właściwą drogę. Nie istnieją mity, ale zwarte historie, pełne dylematów i opisów ludzkich przeżyć, które skazano na wieczny wzór dawnych, pogańskich wierzeń. Przejęto przy tym wszelkie święta związane z życiem codziennym, adoptując je na potrzeby religii właściwej. Nie od dziś istnieje takowe powiedzenie, że można rozminąć się z prawdą. 
Na dwóch wiarach oparto filozofię, etykę i teorie państwa, praktykowane do dziś, mimo iż było to zamierzchłe i pogańskie. Mówi się, że współczesna Europa, powstała na trzech filarach: judeo-chrześcijańskiej religii, rzymskim porządku i greckim sposobie myślenia[12]. Zrównuję judaizm i chrześcijaństwo, ale uważam iż judaizm jest mnie zindoktrynowany i bardziej ciekawy pod względem historycznym, gdyż dzieje kościoła to nie jest jakiś szczególny temat do zajmowania się nim, gdyż czczenie obrazów wykluczona z zasady możliwość prowadzenia jakiejkolwiek dyskusji.
Zbierając wszystkie z tych ziaren, starałem się stworzyć tekst, przez który będę mógł dotrzeć do Czytelnika, aby wypełnić lukę w wiedzy, na temat tego, co egzystencjalne i ponadczasowe, zbierając ziarna z różnych, często bardzo odmiennych miejsc. Rozbudowałem książkę, aby uwidocznić miejsca w historii na które należy zwrócić uwagę, ze względu na procesy, których analiza pozwoli szczegółowo zrozumieć istotę opisywanych treści. 
Nie mówię, że dotarłem w swojej powieści do sedna, a raczej serii, bo to będzie wychodziło w każdej z kolejnych ksiąg, dosyć stopniowo, ale mamy ogromny zakres czasowy do przemierzenia. Prawda absolutna, ja najzwyczajniej opisałem fakty. Obrażanie się na moje stanowisko względem Kościoła katolickiego byłoby nieporozumieniem, gdyż instytucja ta sprzeniewierzyła się całkowicie zasadom. Nie można dyskutować z kłamstwem, ale należy je poznać aby móc zrozumieć obszary do których musimy się cofnąć. Wiedza pozwala człowiekowi na pewną swobodę, ujęć i myśli. Ludzkość przeszła pranie mózgu, dosłownie: manipulowano przez wieki informacją, stosując presję psychiczną – strasząc piekłem, dopuszczając się presji fizycznej – mordy sprawiedliwych, indoktrynując[13] do zmiany poglądów i wyznawanego systemu wartości.
                Dobra pozycja literacka, to taka, która jest oryginalna, niepowtarzalna i wyjątkowa – te warunki spełnia Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo. Inne publikacje czy adaptacje baśniowo-filmowe nie mogą równać się z tą książką, nie dlatego że mówię to jako autor, ale jest to bezsprzeczny fakt. Po dokonanych poprawkach, zyskała na doskonałości i nie jest wyłącznie kolejnym tekstem o aniołach, z pogranicza mistyki i mistyfikacji, ale czymś szczególnym, służącym poznaniu. Za pomocą słów uczy i wprowadza zupełnie coś nowego, wzbogacając znany już kanon[14]. Dotychczasowe literackie twory wzbogacały powszechny przekaz, głównie utartych tematów, za które masowo płacono autorom. Wyjątek artystyczny, stanowią dzieła wybitne, tak z kręgu literatury poetyckiej, jak dramatu, w których obecność aniołów czy Stwórcy upiększa wskazane sytuacje. Nie jest w żaden sposób wolna od powszechnie panujących poglądów: swoje korzenie zawiera w tradycji ludowej oraz religijnej doktrynie[15].
Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo, to nie jest zwykła i codzienna opowieść o skrzydlatych fantazjach, miłości, zdradzie czy wojnie. To saga aniołów, której kontynuacją jest Księga Aniołów[16]. W dziele tym nazywam te stworzenia „kel el”, dlatego że to właściwa i jedyna nazwa dla nich. Nigdzie się z tym pewnie nie spotkaliście, bo aniołowie to mal'ach[17] – „posłańcy” i „słudzy”; „łączniki” Stwórcy z ludźmi. Zarzucono mi, że czerpię z postaci Supermana, występującego pod postacią Clarka Kenta, pochodzącego z rasy Kal-El. Postać stworzona przez Żydów, Joe Shustera i Jerry’ego Siegela w latach 30-tych XX wieku jest czysto fikcyjna. Przydomek semicki el, użyty w kreacji "nadpostaci" Supermana jest związany z ideą nadczłowieka, reprezentowaną do połowy XX wieku, pod wpływem Friedricha Nietzschego i dzieła Tako rzecze Zaratustra. Semickie pochodzenie słowa jest o wiele starsze niż pojęcie Shustera i Siegela, którzy zamierzali uznać Clarka Keta za „głos Boga”, równając jego charakter z pochodzącym z wymierającego rodu Mojżeszem czy siłą biblijnego Samsona oraz greckiego Heraklesa.  Dawne określenie „il” lub „el” – o czym już pisałem, było nadawane w zamierzchłych czasach silnym duchom, w tym aniołom.
W książce kel el znaczy anioł. Nie używam słowa Bóg, bowiem to Pan, naczelny El. Nawet Biblia[18] nie powinna używać słowa Bóg, tylko Pan, Stwórca, itd. On nie jest Panem Bogiem, to Pan, z uwagi na istotę i rodzaj. Niebo określam Eremem, chyba że mam na myśli niebieską spuściznę nad naszymi głowami, wówczas niebo to właściwe określenie lub nieboskłon, co brzmi ładniej. Słowo Bóg używam w odniesieniu do innych bóstw, traktując jedną miarą wyobrażenia różnych bóstw. Nie mówię iż są nierealne, gdyż wyobrażają pewien system, który istniał, ale oddziaływanie danej cywilizacji uległo ograniczeniu, co powodowało że dane bóstwo zanikało albo było asymilowane, świadcząc o potędze tych, którzy zdołali zdominować daną grupę. Istnienie ludzi to walka o władzę. Poszukuję pierwotnych znaczeń bóstw, aby wykazać że rzeczywiście istnieli. Bo czymże różni się podejście do Jezusa z Nazaretu czy Dzeusa z Olimpu albo Ozyrysa z Abydos? Każdy z nich został uznany za Boga, noszą w sobie pierwiastek magicznej siły oraz każdy z nich dominował bardzo długi okres – Jezus około 2 tys. lat, Dzeus i Zeus około 1 tys. lat i Ozyrys jakieś 3 tys. lat. Istnienie tych bóstw wiązało się z dominacją danej cywilizacji. Nie podważam definitywnie ich istnienia, ale zasadniczo chciałbym odnaleźć pierwotny kształt, który został ukryty pod ich dostępnym wzorcem, określając pewien przekaz, mówiący wprost o tym jak żyła ludzkość w owych czasach.  



Ze wstępu do Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo









[1] Upadłe anioły – pojawili się w dawnych czasach, schodząc z wyżyn na ziemię. Brali sobie ludzkie córki, a te im rodziły. Biblia wspomina o nich, że „byli to więc owi mocarze, mający sławę w owych czasach” Rdz 6,4. Upadły jest łączony z nefilim. Zważyć należy, iż nefilim to dziecko upadłego, zrodzone z kobiety. W odniesieniu do aniołów, termin upadły odnosi się do buntu przeciw woli Stwórcy, prawu. Konsekwencją jest zejście z właściwej drogi, rzecz opisując dosłownie: upadek, koniec łaski. Wiemy, że w niebie toczyły się wojny, o których tak naprawdę nic nie wiadomo, poza tym że szatan został strącony. W kościele katolickim rozpowszechniony jest kult Michała Archanioła, który pokonał szatana i strącił jego majestat w przepaść.  Upadek księcia demonów i jego butę, według kościoła obrazuje: Iz 14,12 […] „Jakże spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody?” […], potwierdzając tezy kościoła, którego uczeni w piśmie interpretowali zachód Gwiazdy Porannej (Wulgata: „Lucyfera”), jako upadek księcia demonów.  Doktryna gnostyków głosiła, że przywódca upadłych aniołów imieniem Demiurg, był odpowiedzialny za stworzenie świata. U Henocha przywódcą upadłych był Szemihaza, stępujący z innymi na Ardis – szczyt góry Hermon.
[2] Chasdai ben Abraham Crescas (hebrajski: חסדאי קרשקש) – ur. ok. 1340 w Barcelonie, zm. 1410, żydowski filozof i teolog, pierwszy europejski myśliciel, który przeciwstawił się arystotelesowskiej tezie o nieskończonej rozciągłości kosmosu. Przeciwstawiał się również skrajnemu racjonalizmowi Majmonidesa i Gersonidesa, odrzucając trzynaście zasad wiary. Jego główne dzieło to Or Adonai.
[3] W religioznawstwie mówi się o rozwoju religii, który następuje wraz z postępującym procesem wzrostu świadomości i wiedzy, wśród rozwijających się cywilizacji ludzkich. Następują także zmiany społeczne, ekonomiczne, które mają zasadniczy wpływ na religijne życie człowieka.
[4] Il lub El – semickie określenie, oznacza po prostu „boga”, po hebr. el oznacza „być mocnym”, „być na czele”, „przewodzić”. Nazwa stała się w liczbie mnogiej określeniem bóstwa Elim lub Elohim Ze słowem El wiążą się rozliczne przydomki, które nadają Stwórcy wyjątkowego znaczenia. Nie odnoszą się jedynie do Stwórcy.
[5] Podobne sformułowania znajduje się w prawach sumeryjskich, zwłaszcza w kodeksie Hammurabiego z XVIII w. p.n.e. Wersja Dekalogu z Wj 20,22-23 nazywana jest „dekalogiem etycznym”, a wersja z Wj 34,14-26 „dekalogiem rytualnym”. W opisach przykazać dominuje ukazanie z politeizmu do monoteizmu. Bóg jest zazdrosny i wyznacza swoje prawa, jasno ukazując, co wolno a czego nie. Następuje organizacja kultu, który ma scalić Izrael. Dowodem na obecność Boga jest promieniująca twarz Mojżesza. W przykazaniach dominuje niewolnictwo, krew i ofiary. Obraz Boga nie różni się od innych starożytnych kultów, które krwawo interpretowały idee „przebłagania” i „wykupywania” pierworodnych oraz płodów rolnych. Realizacja zasad Dekalogu wiąże się z zadawaniem śmierci.
[6] Nomad – osoba lub grupa przemieszczająca się, niepozostająca w jednym miejscu dłużej niż kilka miesięcy, nieprowadząca osiadłego trybu życia. Forma egzystencji związana z prowadzoną gospodarką, opartą na hodowli i wypasie zwierząt lub zbieractwie, cechująca pierwotne ludy, nieposiadające zorganizowanych form społecznych oraz rozwiniętej technologii, która umożliwiłaby egzystencję stałą na danym obszarze.
[7] Feudalizm – system zależności panujący w Europie w okresie tzw. średniowiecza, zakładający stosunki lenne, następujące pomiędzy panem a jego wasalem. Oparty na przeświadczeniu o pochodzeniu władzy od Boga jako należnej z urodzenia, odbierający wolność chłopom, wspierający podział stanowy. Utrzymujący się na wschodzie Europy w formie tzw. pańszczyzny. Stanowił kolejny etap w rozwoju niewolnictwa, wspierany przez Kościół katolicki.
[8] Talmud – zbiór tradycyjnych praw judaizmu, różnych autorów, stanowiący uzupełnienie Starego Testamentu. Hebrajski termin odnosi się do „nauki”. Autorstwo przypisuje się Judzie, zwanego księciem („nasi”), Jehuda ha-Nasi (135-217 n.e.) zwany „rabbenu ha kaddosz” „nasz święty rabbi” lub Rabbi, dosłownie „nauczyciel”. Miszna dzieli się na 6 działów seder – porządek, ten na 63 traktaty (masechet), a te na rozdziały (perek), a te na lekcje (misznajot). Nauki, które nie znalazły się w Misznie to barajta, a dodatkowe tosefta. Razem tworzą Gemarę. Miszna i Gemara stanowi Talmud. Gemara dosłownie stanowi zakończenie.
[9] Pisarz – wg. Słownika języka polskiego PWN, „ten, kto pisze, zwłaszcza prozą, utwory literackie”. Współcześni krytycy i różni marni ludzie określają pisarza – dawnego kancelarzystę – osobą piszącą lub autorem, błędnie rezerwując słowo „pisarz” dla uznanych tekściarzy. Piękny przykład ewolucji pojęcia, dokonanej na potrzeby tworzenia uprzywilejowanej klasy wśród ludzi albo kasty. Mianowicie słowo „pisarz” ma stać się wyróżnikiem, pewnym luksusem, na który należy zasłużyć, aby być czytanym. W przeciwnych przypadkach należy posługiwać się słowem „autor”.  
[10] Jan Parandowski, Niebo w płomieniach, Wyd. Iskry, Warszawa 1978 r., s. 6.
[11] Tamże, s. 5.
[12] Paul Valéry (Paul Ambroise Valéry ur. 30 października 1871 w Sète, zm. 20 lipca 1945 w Paryżu – francuski poeta, eseista i prozaik), w latach dwudziestych XX wieku, wskazał na trzy zasadnicze źródła europejskiej kultury: grecki sposób myślenia z ośrodkiem w Atenach, rzymskie prawo i porządek, z siedzibą w Rzymie oraz judeo-chrześcijańską religię, rozwijającą się w Jerozolimie.
[13] Indoktrynacja – wg. Słownika języka polskiego „systematyczne i natarczywe wpajanie jakichś idei lub doktryn”.
[14] Kanon – to „liść”, oznacza „regułę, zasadę, wątek”.
[15] Przykłady te można mnożyć, zarówno w literaturze, jak i sztuce. W tym przypadku to działanie pozbawione sensu. Wspomnę o tych, w moim przekonaniu najlepszych perłach: T. Miciński, Lucifer; T. Przerwa-Tetmajer, Anioł Pański; J. Słowacki, Kordian, A. Puszkin, Anioł. W dziełach tych występuje motyw anioła. To niepowtarzalne twórczo określenia i opisy sytuacji sprawczych, oddających los aniołów, utrwalają jednak określone schematy, występujące w kulturze. Anioł, jako motyw w sztuce, wzbogacał i rozwijał treści.
[16] Księga Aniołów – druga część serii Przemilczeć Armagedon.
[17] Mal’ach – Malachim – hebrajskie słowo, określające anioła.
[18] Biblia – z gr. „łodyga papirusu”. Zbiór ksiąg uznanych przez judaizm i chrześcijaństwo za święte. Powstały pod natchnieniem Pana. Biblia dzieli się na Stary i Nowy Testament. Chrześcijaństwo przyjmuje dwie księgi. Judaizm opiera się na Tanach – biblii hebrajskiej. Księga powstawała od XV/XIV w. p.n.e. Księgi biblijne to takie, które uznała dana wspólnota religijna. Księgi niebiblijne, nie wchodzą do kanonu i stanowią apokryfy.
Apokryfy to żywoty świętych, Jezusa oraz Maryi, powstające do IV w. n.e., teksty pochodzące z tradycji ustnej. O apokryfach nauczyciele kościoła mawiali – bredzenie Apokryfów. Nie weszły do kanonu biblijnego, ale istnieje możliwość ich przeczytania.

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…